Uwielbiam Paula Millerda za to, jak publicznie dzieli się efektami samodzielnego wydania własnej książki. „The Pathless Path” znalazła już ponad 65 tys. nabywców od daty swojej premiery, zaś autor bardzo dokładnie pokazuje kulisy całego procesu. Dzisiaj przytoczył fajną historię dotyczącą rozmów z potencjalnym, tradycyjnym wydawcą.
Link do oryginalnego wpisu:
No i w komentarzach jest też ciekawa wymiana zdań:
- Bo wydawcy nie chcą sprzedawać książek do klienta końcowego, tylko do hurtowni i księgarń.
- Ale robią to tylko przez 2 tygodnie i jak nie chwyci, to idą do następnego tytułu…
Wnioski do wyciągnięcia samodzielnie 😎 Jako fan self-publishingu szanuję takie podsumowanie!