Pamiętacie, gdy Facebook miał łączyć ludzi? Dziś scrollujesz feed i widzisz dziesięć identycznych botów obiecujących „darmowe zdjęcia”, reklamy kryptowalut i AI-generowane klipy ze zdeformowanymi postaciami. Prawdziwe, ludzkie treści są systematycznie wypierane przez algorytmy promujące spam zoptymalizowany pod kliknięcia.
Tonięcie w cyfrowym śmietniku
Platformy zamieniły się w wysypiska treści generowanych przez AI. Mniej niż połowa Amerykanów uważa informacje w social mediach za wiarygodne. A mimo to scrollujemy dalej – bo to stało się formą kompulsywnego, półświadomego nałogu.
Wypalenie interakcji
Podczas gdy treści mnożą się wykładniczo, zaangażowanie spada dramatycznie. Średnia interakcja na Facebooku i X wynosi zaledwie 0,15%, Instagram spadł o 24% rok do roku. X stracił 15% użytkowników, Threads Meta zanotował spadek z 50 do 10 milionów aktywnych w miesiąc.
Ludzie uciekają do mniejszych przestrzeni – grup na Discordzie, newsletterów, szyfrowanych czatów. Od masowych aren do intencjonalnych mikro-społeczności.
Co dalej? Czy faktycznie social media umierają?
Potrzebujemy platform zarządzanych jak użyteczność publiczna, z transparentnymi algorytmami. Wyobraźcie sobie możliwość wyboru między chronologicznym feedem a kuratorskim filtrem zaufanych źródeł.
Serwisy społecznościowe w obecnej formie umierają. Ale to szansa na stworzenie czegoś lepszego – mniejszego, wolniejszego, bardziej ludzkiego. Sieci, która pamięta, po co weszliśmy online: nie po to, by nas zbierać jak dane, ale żeby nas usłyszano.
⬇️
[Przeczytaj pełny esej] na podstawie którego przygotowałem powyższą notkę. To fascynująca analiza punktu krytycznego social media i możliwości wyjścia z całej sytuacji.
(trafiłem na ten materiał z newslettera Justina Jacksona)